|
Archiwum
Zakładki:
Beauty
Lookin' for...
Mniam, mniam...
Moja magiczna siostra...( bo druga przepadła)
...moje drugie ja...
Radość dnia codziennego...
|
niedziela, 07 września 2008
Zmieniamy się ponoć co 7 lat... a moje życie wciąż na przekór standardom... Wciąż, jakby było co roku kimś innym... I tym razem bez rozczarowań...znów rządzi się swoimi prawami... Powoli jednak gonię je z powodzeniem. To moje życie to całkiem sprawne jest... Sportowo mobilizuje i mnie, poprawia kondycję... czasem w gonitwie - zapiera dech w piersiach. Przypomina mi tatę...bo oboje z tej samej gliny ulepieni. Uśmiecham się w zmęczeniu, bo wiem, że po wygranej - nagroda czeka, że warto z marzeniami w głowie cierpliwie czekać na ich spełnienie. A czasem powrót w dorosłość do tych z dziecińswa to dopiero frajda. Ja zatem zabieram swoje foremki i idę szukać mokrego piasku. Uformuję z niego to, co głowę mi zaprząta. I do pomocy zabiorę przyjaciół. Tych frywolnych, tych, co muzykę, słowo pisane i szleństwo kochają. Bo też tylko Ci porafią pokolorować mój świat... A cóż mi więcej trzeba??:)
...Londyn...
Mój strach ma duże, brązowe oczy... spogląda czasem ukradkiem...mobilizując... Jakoś nadal sprawniej działam pod presją własnej siły i ambicji. Tym razem złapał za rękę i wywiózł daleko... zawiązał oczy Twoimi rękoma...podstępem skusił do Londynu... ...pozostawił... Myśli moje rozdzielił na bardzo drobne... Każdą komórke mojego ciała deikatnie oplótł...obiecując gwiazdki z nieba...satysfakcja gwarantowana. ...one głupie dały się nabrać... Przez tych kilka dni goniły się w mojej głowie i sercu jak szalone. W nocy zastygały na sercu, rozum mógł zrozumieć conieco...serce wciąż niespokojne... Po powrocie spojrzał na mnie swoim wzrokiem i blaskiem brązowych iskierek, nie powiedział nic...obiecał tylko przyjść za jakiś czas... Do tej pory będzie już wiadomo, kto tak do końca miał rację...
sobota, 29 grudnia 2007
...ostatki...
Od dziś już nie tu, gdzie zwykle... Od dziś już z większą dawkką dystansu do siebie i bliskich mi ludzi... Od dziś na innym gruncie... Od dziś... z tymi samymi marzeniami, których snucie dodaje mi skrzydeł, w locie nad codziennością, skrzydeł bez których nie byłoby, jak jest. Z tymi samymi uśmiechami i lekkim tupotem stóp, kiedy w tle jazz... Trochę zmieniona ja...ale wciaż piszę o tym co kocham w sobie, a co chowam przed światem... deep in my soul...
sobota, 15 grudnia 2007
Czas mnie zmienił... najpierw rzucił moją duszę na pozarcie strachowi, tak tylko sprawdzić, co jeszcze moze zrobić...żebym naprawdę sie otworzyła. Złamał mnie w pół...zaczęłam mówić... wyśpieewałam Mu wszystko, co przez lata utykałam w moje serce, powiększając jego pojemnosć. Dotknęłam bólu...resztkami sił wyczołgałam się spod jego szponów...wracałam do życia. Delikatne uśmiechy, silna wola, która na swój sposób sama próbowała sprawić, że będzie z każdym dniem silniejsza. Stawiałam opór...światu, życiu i sobie odrzucając pomoc bliskich, bo przecież "ja sama"... Z niedowierzaniem patrzylam na siebie... w oczach strach zastąpiony został pustką. Wyciszyłam się. Życie toczyło się swoim torem. I wystawiło nas na próbę. Dokonało zmian...niezależnie od tego, czego chcemy. Bóg wybrał za nas scenariusz...trudny... i choć czasem zbieram się, by uciec...pamietam strach w Twoich oczach.Znam go...jego namiastkę raczej... odbarzając Cię spokojem własnej duszy wiem, że walczymy z każdym dniem, że każda łza na policzku razem kieruje nas w tym samym kierunku, ze potrzeba czasu, by zrozumieć, że czasel los kieruje nas w miejsca wbrew sobie...mimo to, dla naszego dobra. Czas nas zmienił...wiec daję Ci go w nadmiarze... Później znów podejmiemy walkę, o nasze szczęście. Kocham Cię Sis:*
środa, 03 października 2007
Wstawiłam dziś do antykwariatu uczuć smutek. Z każdej strony obejrzałam go sobie... zanim powędrował na trzecią od góry półkę. Była pusta...zdjęłam z niej miłość... no, a przynajmniej jej ziarenka. Zrobiłam porządek. Wyrzuciłam dodatki do miłości... bo tym razem chcę ją czystą... bez bagażu, chcę aby kwitła we mnie... z każdy Twoim szybszym oddechem... i uśmiechem na twarzy. Smutek nie oponował...w domu jeszcze szepnął mi do ucha, że chce spokoju...że zbyt długo był ze mną... że związek ze mną trochę go zmęczył. Ja po raz pierwszy nie czułam żalu przy rozstaniu, nie bałam się zostać sama. DOJRZAłAM. I choć nadal rankiem każdego dnia szczypię się w rękę czy to oby prawda... uczę się oddychać znów pełną piersią, uczę się naszego powietrza i podążania za Tobą moimi małymi nóżkami. *** Czasem zaglądam do antykwariatu.Odwiedzam smutek. Pytam go, co u Niego. Mówi,że jest szczęśliwy. Wczoraj objął moją twarz swoimi rękoma. W oczach dostrzegł iskierki...usmiechnął się. Wygładził mi włosy...odwrócił się plecami i wrócił na półkę. Nigdy nie będzie mi obcy...zbyt wiele nas łączy. I choć razem było nam całkiem znośnie... nie jest pisane nam wspólne życie. Ja nie tego chcę...i nie z nim chcę dzielić swe dni. Przy Tobie blisko nie chcę go czuć... Przy Tobie znów chcę być sobą. I chcę, by w chwili, kiedy bierzesz mnie w ramiona nad nami będzie unosił się nasz ciasny dom uczuć. Chcę się wprowadzić, chcę z Tobą urządzać go i w nim żyć. Fundament kruchy narazie...zbrojenie jakby słabe... a beton potrzebuje czasu... Zamknę oczy i modlić się będę, żeby połączył się w całość...
wtorek, 18 września 2007
czwartek, 30 sierpnia 2007
Wiesz, co lubię najbardziej? Lubię jesień...paletę barw za oknem, nawet w zwykły dzień. Dziś czekam na te dni...czekam na powiew wrześniowego wiatru o poranku ...kiedy w półsnie przemierzam krok za krokiem Twój cień. Widzę cię...ale jakby w oddali...czuję Twój zapach... ale wciąż daleko mi, aby stanąć z Tobą twarzą w twarz. Boję się...wziąż niepewność kładzie rękę na moich dniach... Wciąż na dnie serca coś każe odkładać smutek i lęk. Teraz jednak na spokojnie już...bez paniki. Wiesz czemu dziś się uśmiecham? Bo zwykłe dni, nawet sierpniowe podnoszą kąciki ust w górę. Bo mam zycie swoje w zasięgu dłoni bo tyle w nim miejsca...tyle jeszcze trzeba w nim zrobić...samej! Podałam rękę przeszłości...powiedziałam grzecznie "dowidzenia". i zostalam sama. Ty boisz się swoich myśli w domowych pieleszach...ja delektuję się tymi chwilami...mało ich teraz ...takich beztroskich...
środa, 22 sierpnia 2007
Dziękuję... za pokazanie mi czym jest miłość. za nauczenie mnie, jak kochać bliskich. Dziś wiem...to wielki skarb. Dziś wiem, że życie bez tego puste jest...cicho w nim. Dziękuję za pocałunki co noc...za szeptanie do ucha i za pokazanie mi, jak to jest być w męskich ramionach. Jak delikatne potrafią być...i jak bezpieczna panuje w nich aura. Dziękuję za blask oczu Twych, których szukam do dziś... dziękuję za uśmiech co dzień, kiedy kładłeś mnie spać...kiedy byłeś trzeźwy. Dziekuję ci za życie swoje. Przechwyciłam ster nad nim ponad rok temu...z burzą i deszczem za burtą... siedziałam cicho, modląc się... wyszłam wreszcie z ukrycia.... I choć czasem słońce, czasem deszcz, otwieram dziś oczy szczęśliwa... Dziekuję Tato.
piątek, 27 lipca 2007
Dojrzewam...choć bunt małej Ani daje się dziś we znaki. Boję się...otworzyć oczy rano i czuć pustkę...gdy Ty jesteś daleko. Uciekam...stawiam swe stopy ponad te dni, w które ocieram łzy. I nie wiem, czy nowy dzień przynieść może wyjście? Czy otworzy i drzwi i oczy... i czy ja przetrę je z leniwego snu, by iść dalej? Pod maską siły i wiary w siebie ukrywam strach. Masz rację. Boję się. Chcę wstać z tego miejsca, gdzie życie przygniotło mi nogi, gdzie sama zaprzestałam walki, gdzie od wygranej dzielił mnie tylko krok. Wtedy popełniłam błąd. Dziś tęsknię i żałuję. Nie podjęłam walki, nie potrafiłam stanąć twarzą w twarz z własną pasją. Dziś Bóg dał mi jej namiastkę... a ja dałabym Mu wszystko, żeby cofnął czas... o całe 13 lat...
czwartek, 12 lipca 2007
Czas zaplątał mi dłonie...
Sznur wspomnień zabronił mi wyrwać się od tych chwil... Powróciłam całą sobą w te momenty, kiedy byłeś dla mnie wzorem... kiedy wpatrzona w każdy Twój dzień budowałam swoje dni... kiedy szaleństwo słów pisanych nie miało granic... Dziękuję, za to,że odnalazłam siebie w Tobie, że obudziłeś mnie z leniwego letargu, kiedy słowa były mniej ważne... od tej chwili noszę kartki i długopis przy sobie... Wypadają z torebki na ulicy, kiedy w pospiechu znów czegoś szukam. Zapisane chowam na potem... puste przypominają mi, że czasem wystarczy chwila... żeby zapełnić je tym, co tak we mnie lubisz. |